i mm

 

Mądry mężczyzna

 

1 Komplement dla mężczyzny


WSTĘP

Ludzie uwielbiają komplementy, zwłaszcza, gdy padają ze strony ukochanej osoby. I jeszcze jedno - komplementy smakują wyjątkowo, gdy są... trafne...

AKTYWIZACJA

Praca w grupach (osobno panie i panowie). Formularz - komplementy. Zadanie jest następujące: poszukujemy odpowiedzi na pytanie: jakie komplementy najbardziej cieszą mężczyznę? Możemy też wybrać jeden - dwa najważniejsze i je zaprezentować.

Prezentacja na forum. Porównanie komplementów wymienionych przez panów i panie. Czas na dyskusję.

 

 

 

 

 

 

 

 

PUENTA

Mądrość dla mężczyzny jest tym, czym piękno dla kobiety. W ogromnej mierze męskie poczucie własnej wartości zależy właśnie od przekonania o swojej mądrości. Własną ocenę panowie uzależniają również od szeroko rozumianej siły, sprawności/ kompetencji. Z czasem też (w miarę upływu lat życia) od pozycji społecznej i stanowiska, a nawet od osiągnięć, zwłaszcza materialnych. Ważne jest dla nich także, czy żona akceptuje ich pod względem seksualnym. Z poczuciem własnej wartości łączy się dobre samopoczucie i radość życia, warto więc o nie uczciwie zadbać.

Wróćmy jednak do mądrości: żona jest pierwszą osobą, która powinna dowartościowywać pod tym względem swego męża. Każda z pań ma po temu mnóstwo okazji, często niestety marnowanych. Co gorsza, dzieje się to nie przez przeoczenie, a niejako programowo. A zaczyna się już przed ślubem.

Gdy na spotkaniu z narzeczonymi pytam młode dziewczęta, kiedy ostatni raz słyszały od narzeczonego, że są piękne - widzę rozanielone uśmiechy. Wszystkie, niektóre właśnie przed chwilą, przed wejściem na spotkanie, usłyszały takie wyznanie. Gdy zaś pytam: A która z was pamięta, kiedy ostatnio spojrzała z zachwytem w oczy narzeczonego i wypowiedziała słowa: jaki ty jesteś mądry? - odpowiedzią jest głucha cisza i po chwili coraz wyraźniejsze chichoty. Zdradzają one pewien uraz, lęk dziewcząt, że uznając czyjąś mądrość przyznają się do własnej głupoty (A co to ja jestem głupia?). Te reakcje są dla mnie dowodem na to, jak silny jest stereotyp głoszący, że kobiety są głupsze od mężczyzn. Bierze się on stąd, że mózgi kobiety i mężczyzny rzeczywiście inaczej funkcjonują.

Obrazowo mówiąc: mózg mężczyzn lepszy jest do działania w głąb (tworzenie analitycznych ciągów logicznych), a kobiety wszerz (kojarzenie dużej liczby faktów i robienie wielu rzeczy równocześnie).

Bez sensu jest porównywanie, który sposób funkcjonowania jest lepszy, bo to zależy od sytuacji i potrzeb. Wśród ogromu rzeczy do zrobienia w przeciętnym gospodarstwie domowym pewne łatwiej przychodzą paniom, inne panom.

Nie ma zatem sensu podpowiadane przez kulturę rzekome równouprawnienie polegające na sprawiedliwym - czyli po połowie - podziale wszystkiego, co jest do zrobienia. Na prawdę niesprawiedliwością byłoby, gdyby mąż z żoną na przemian rąbali drewno czy przynosili węgiel z piwnicy!

 

2 Kto ma rację?


WSTĘP

Ulubionym zajęciem wielu żon jest udowadnianie mężowi, że niemal w każdej sytuacji on nie ma racji. Jest to element walki o władzę, o pozycję w domu.

AKTYWIZACJA

Praca na forum. Metoda - dyskusja. Zadanie jest następujące: poszukujemy odpowiedzi na pytanie: jaka atmosfera panuje w takim domu?

PUENTA

Jednocześnie jest to bolesny dla męża sposób dowartościowania samej siebie. Niestety, budowa swojego dobrego samopoczucia kosztem innych ma zawsze przykre konsekwencje. Niszczy relację z bliźnim. Żony zaś często gotowe są walczyć zawzięcie o swoje, nawet jeżeli to dotyczy drobiazgu z odległej przeszłości, o którym już mąż dawno zapomniał i triumfują: a nie mówiłam? Znowu wyszło na moje.

Chciałbym, aby panie uwierzyły, że taka postawa się im po prostu nie opłaca. Mąż, któremu notorycznie wmawia się, że się myli, zwykle albo zaczyna agresywnie egzekwować własne prawa, albo całkowicie wycofuje się z głoszenia swoich racji i wchodzi pod pantofel żony. W obu przypadkach żona i dzieci są stratne. Ile niepokoju i bólu może spowodować agresywne dochodzenie swego przez męża - wiedzą niestety całe rzesze naprawdę udręczonych żon. Druga sytuacja jest jakby spokojniejsza. Niestety, gdy racje mężczyzny nie liczą się w domu, traci na tym cała rodzina. Gorzej, grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Łatwo o zagubienie w codziennej krzątaninie. Bez chłodnego, racjonalnego i wybiegającego daleko w przyszłość myślenia i troski męża, rodzina może zacząć funkcjonować na jałowym biegu.

Wszystko będzie się kręcić, lecz przestanie zmierzać do wyznaczonego celu. Przypomina mi się dowcip o robotnikach biegających na budowie w tę i z powrotem z pustymi taczkami. Zapytani, co robią, odpowiedzieli: "Mamy taki zapie..., że nawet nie nadążymy ładować!" Rodzina może też zacząć dryfować w przypadkowym, niepożądanym kierunku (albo raczej w kierunku zaplanowanym przez współczesnych uwodzicieli, których pod najróżniejszymi maskami naprawdę nie brakuje). Kobietę łatwiej zwieść, oszukać. Pokazuje już to scena kuszenia. Inteligentny szatan zwodzi Ewę, nie Adama. Wie co robi!

Mężczyzna ze swym racjonalnym, chłodnym, zdroworozsądkowym myśleniem jest żonie i dzieciom naprawdę potrzebny, lecz tylko wtedy, gdy jego racje są uznawane, szanowane i stosowane w życiu. Patrząc na dramatyczne skutki sytuacji, gdy żona ciągle ma rację, warto, ku pamięci, zacytować częściowo tylko żartobliwe zdanie: Prawdziwie mądra kobieta zawsze wie mniej od mężczyzny, z którym rozmawia.

Kiedyś zwróciła się do mnie po poradę kobieta dojrzała (albo raczej całkiem dorosła wiekowe) - dwadzieścia kilka lat po ślubie. Płynnie opowiadała o swoim mężu jako beznadziejnym przypadku, z którym już nic się nie da zrobić. Ona musi za niego myśleć, działać, decydować... Podczas ponadgodzinnej relacji zaledwie kilkakrotnie udało mi się coś wtrącić, zasugerować. Nie bardzo słuchała, co mam do powiedzenia, za każdym razem mi przerywała, nie pozwalając dokończyć zdania - a to ona podobno przyszła się poradzić.

Ta pani wszystko wiedziała z góry: z jej mężem to nie przejdzie, ona już tego próbowała. Odniosłem wrażenie, że wcale nie przyszła zasięgnąć rady, tylko się wyżalić i utwierdzić w przekonaniu, że jest biedną męczennicą, do tego niezwykle mądrą i dobrą, która po prostu miała pecha i trafiła na głupiego męża. Chciałem jej pomóc, ukazać drugą stronę medalu. Ale jak, skoro mnie nie dopuszcza do słowa i na wszystko, zanim jeszcze dobrze usłyszy, ma gotową odpowiedź? Uciekłem się do fortelu: A może pozwoli pani sobie opowiedzieć anegdotkę? Babska ciekawość zwyciężyła i po raz pierwszy w rozmowie przyjęła postawę słuchania.

Zacząłem: Kobiety dzielę się na dwie kategorie. Te, które nic nie wiedza i to są niewiasty, i te, które wiedzą wszystko i to są wiedźmy. Chcę pani powiedzieć, że mężowie bardzo źle znoszą wiedźmy. Tyle udało mi się powiedzieć. Już w czasie kończenia zdania: że mężowie... pani zakrzyknęła: - To znaczy, że ja jestem taka. wiedźmą? Nie zaprzeczyłem. Wierzę, że moja rozmówczyni pomimo wszystko coś jednak zrozumiała. Z jej relacji wynikało, że mąż wszędzie funkcjonuje znakomicie, tylko w domu fatalnie. Wracałem kilkakrotnie myślami do tej rozmowy. Biedny mąż, całkowicie stłamszony przez elokwentną, wygadaną, wszechwiedzącą żonę - wiedźmę.

Tak, jak żony powinny odwoływać się do męskiej odpowiedzialności, aby małżonek stawał się coraz bardziej odpowiedzialny, tak samo winny odwoływać się do mądrości męża, by mobilizować go do wzrastania w niej. Zwykłe powiedzenie w trudnej sytuacji: Ty jesteś taki mądry, że na pewno coś wymyślisz, potrafisz temu zaradzić; często powoduje, że on wznosi się na szczyty swoich możliwości, swej mądrości i rzeczywiście potrafi!

Gdy jednak w analogicznej sytuacji żona powie: No tak, ale ty mi nie pomożesz, nigdy na tobie nie mogę polegać, bo jesteś zbyt głupi; to on (może po pierwszym buncie, że przecież nie jest głupi) szybko wchodzi w rolę tego, od którego się nie wymaga. Zwalnia siebie z wysiłku i przestaje się rozwijać.

Słowem: kobiety, podziwiajcie mądrość swych mężczyzn, a dobrze na tym wyjdziecie. W przeciwnym razie same będziecie cierpieć. Iluż znam mężczyzn niedorozwiniętych, których żony zastąpiły w myśleniu o losach rodziny. A szkoda, bo naprawdę na starcie małżeństwa zapowiadali się nieźle, a w każdym razie nie byli głupi.

Jacek Pulikowski, Krokodyl dla ukochanej, IW Jerozolima, W drodze, KŚW, Poznań 2001.

 

 

 

 


mm